O wyścigu
Norseman Xtreme Triathlon zaczyna się od tego, że zawodnicy skaczą z promu samochodowego prosto w zimne wody Hardangerfjord, a potem płyną do Eidfjord w Norwegii. To coroczny triathlon typu point-to-point, z dystansami jak w Ironmanie: pływanie w fiordzie, 180-kilometrowa jazda na rowerze górskim i 42.2-kilometrowy bieg. Startuje tam niewielu, limit to około 290 zawodników, a sporo miejsc rozlosowują, a część jest dla tych, co kwalifikują się przez XTRI World Tour. Około 40% startujących nie pochodzi z Norwegii, a średni czas ukończenia to jakieś 15 godzin.
Rower startuje w Eidfjord od ostrego podjazdu na początek: pierwsze 40 kilometrów to wspinaczka na jakieś 1,200 metrów nad poziom morza. Po drugiej strefie zmian w Austbygdi, bieg jest płaski przez pierwsze 25 kilometrów w stronę Rjukan, a potem zamienia się w podbieg na Gaustatoppen, gdzie osiągasz 1,880 metrów. Ten wyścig jest bez wsparcia, więc każdy zawodnik potrzebuje swojej ekipy z samochodem do jedzenia i picia, a ta ekipa musi dołączyć do niego na ostatnim górskim odcinku. Ci, co zmieszczą się w limicie czasowym na górze, dostają czarną koszulkę finiszera i tytuł „Norsemen”; a ci, co nie zdążą, ale ukończą niższą, alternatywną trasę, dostają białą koszulkę. Zimna woda to spory problem z bezpieczeństwem, i przez ten wyścig zaczęto badać wpływ zimna, biomarkery, funkcje płuc i serca.